Jak przytoczył Stanisław Tym …

Mam 41 lat i w zasadzie to mam wszystko czego tylke chcę, kurwa jalk to brzmi. Dom, własna firma, rodzina i w miarę stabillna sytuacja, żadnych stresów, traum i takich tam podobnych. Mój stary nie pił wódy z kolegami z pracy, nie chodził na baby, nie lał matki i nie jebał mnie za to że jestem jego błędem w życiu. Raczej jestem jak dziecko wyczekane a wychowane przez babcie, ciocię i wujków.

Starzy podrzucali mnie na wakacje do babci na wieś żeby mieć chwilę spokoju(chyba) przynajmniej tak czuje. Mój tata super facet nie panięta jak zaczynałem chodzić, mówić i takie tam podobne. Chyba większość dzieciaków z naszego pokolenia tak ma.

Mój tata, fantastyczny facet z otwartym umysłem, otwartym na ludzi rozwijał swoją firmę w latach osiemdziesiątych, charował na to aby mieć coś swojego. Nie mam o to pretensji, bo dzisiaj są tego efekty. Korzystają z tego moje dzieciaki i korzystam ja, ale zawsze pozostaje coś czego brakuje…

Można powiedzieć takie były czasy, ojciec w pracy, mama w domu ze mną.

Tylko dlaczego dopiero po 40 latach powiedziałem mu że go kocham ? Wyrwało go to zdanie z butów. Popłakał się… Dlaczego nasi starzy nam tego nie mówili? Dlaczego nigdy nie usłyszałem, że jestem ważny w ich życiu, że mnie kochają i mam w nich wsparcie ?

Posted in

Dodaj komentarz